SALEWA DROPLINE GTX – RECENZJA

Od dobrych kilku miesięcy przymierzałem się do kupna butów trailowych. Segment ten ostatnimi czasy się mocno rozbudował, dlatego miałem twardy orzech do zgryzienia. Byłem jednak mocno zmotywowany, ponieważ w końcu chciałem zobaczyć, czy będzie to but dla mnie i czy sprosta moim wymaganiom.

Ostatecznie wybór padł na Salewa Dropline GTX i dzisiaj chciałbym po krótce przedstawić Wam opinie na ich temat. Pamiętajcie, że będzie to wyłącznie moja subiektywna ocena i potraktujcie ten test, jako inspirację, a nie jako wyznacznik, jakie buty powinniście kupić.


Dlaczego buty trailowe?

Jak już wiecie buty są dla mnie najważniejszą rzeczą w górskim ekwipunku. To one są w stanie zapewnić nam wygodę, stabilizację stopy oraz dobrą przyczepność. Sam jestem szczęśliwym posiadaczem klasyku w postaci Aku Camana Fitzroy oraz podejściówek od Mammuta (model Alnasca). I tak jak kiedyś nie wyobrażałem sobie, aby w góry zabrać coś poniżej kostki, tak teraz targały mną wątpliwości, czy warto inwestować w coś, co z daleka wygląda jak zwykły „adidas”.

Pomyślałem, jednak że trzeba iść z duchem czasu i sprawdzić, czy nowinki techniczne mogę usprawnić moje wędrówki górskie. Dodatkowo, coraz bardziej zacząłem się ostatnio interesować ideą speed hikingu oraz trail runningu. Zamiast spokojnego wędrowania zapragnąłem czegoś nowego, aby urozmaicić sobie pobyt w górach, a buty trailowe miały być jednym z elementów, które mi w tym pomogą. Wybór padł na Salewa Dropline GTX, choć długo zastanawiałem się nad innym modelem od tego producenta – Ultra Train 2. Wybrałem go głównie ze względu na podeszwę od Pomoca, o której słyszałem wiele dobrego i którą chciałem przetestować na własnej skórze.

Garść specyfikacji na początek

Salewa Dropline GTX to but dedykowany do speed hikingu i ogólnie rzecz ujmując dynamicznej aktywności w górach. Taki but ma być zarówno lekki jak i dobrze amortyzować uderzenia oraz trzymać się podłoża.

  • waga buta (rozmiar 42): 350 g
  • drop: 6 mm
  • podeszwa: POMOCA S-Path
  • cholewka: Stretchable Air Mesh
  • membrana: GORE-TEX® Extended Comfort
  • śródpodeszwa: pianka Performance EVA
  • wkładka: Ortholite®
  • system 3F łączący obszar cholewki z podeszwą i piętą
  • siateczkowa cholewka EXA-SHELL
  • elastyczny język zintegrowany z cholewką, zapobiegający przedostawaniu się do buta żwiru, piasku itp.
  • wzmocniona osłona pięty, zapobiegająca stłuczeniom
  • gumowy rant chroniący przed uderzeniami
  • cena katalogowa: 799,90 zł
  • model bez Gore-Tex® kosztuje 100 zł mniej

W jakich warunkach buty były testowane?

Buty Salewa Dropline GTX dostały ode mnie wciry na rozmaitych podłożach i w różnych warunkach pogodowych. Przede wszystkim były to leśno – górskie ścieżki. Były ze mną na bieganiu m.in. w Puszczy Niepołomickiej, Skamieniałym Miasteczku w Ciężkowicach, Lasku Lipie w Tarnowie czy nad Zalewem Bagry w Krakowie.

Oczywiście nie mogłem odmówić sobie zabrania ich w moje ukochane Tatry. Dlatego pokonały ze mną grań Otarganców, trasę na Siwy Wierch oraz klasyk na Słowacji, czyli wysokogórską wycieczkę na Krywań. We wrześniu planuję też zabrać je na szybki wypad na kilkanaście szczytów wchodzących w skład Korony Gór Polski. Ogólnie czuję, że buty zostaną pierwszą opcją, jeżeli chodzi o buta w góry!

Co mi się w nich podoba?

Pierwsze wrażenie po ich założeniu, to niebywała miękkość pod stopami i plastyczna amortyzacja. Do tej pory moje buty w góry były twarde, dlatego nie mogłem się początkowo do nich przyzwyczaić. Z czasem jednak, coraz bardziej mieliśmy się ku sobie. Poniżej postaram się jak najlepiej przedstawić Wam, dlaczego uważam, że Salewa Dropline GTX to kawał dobrego buta:

  • wygoda: zacznę od aspektu, w którym odczułem największą różnicę w porównaniu do dotychczas użytkowanych przeze mnie butów. W Salewach czułem się jakbym chodził w pantoflach. I to zarówno na początku, jak i na końcu swoich górskich wypadów, czy biegania. Połączenie wkładki OrthoLite® z pianką Performance EVA daje naprawdę bardzo dobrą amortyzację i stabilizację pozycji stopy. O żadnych otarciach czy pęcherzach nie było w moim przypadku mowy. Co więcej, nawet w przypadku ostrych, nieregularnych kamieni w Tatrach ani przez chwilę nie czułem dyskomfortu i cały czas byłem w stanie stabilnie stawiać kolejne kroki. Ogólnie rzecz biorąc, system 3F oraz cholewka z przewiewnej siateczki w połączeniu z elastycznym getrem ładnie tu współgra i widać, że dobrze zostało przemyślane.
  • podeszwa Pomoca Speed MTN: w swoim życiu przerabiałem przeróżne podeszwy – kilka rodzajów Vibramów, OmniGrip, Michelin. Nie były to złe podeszwy, ale zawsze brakowało tego „czegoś” do pełni zadowolenia. Ostatnim czasem coraz więcej pozytywnych opinii docierało do mnie o Pomoce, czyli firmie, która specjalizuje się w produkcji fok skiturowych. Postanowiłem wypróbować ją na własnej skórze i muszę Wam powiedzieć, że nie zawiodłem się na niej. Przede wszystkim niskoprofilowa podeszwa Pomoca Speed MTN dobrze trzyma zarówno na mokrym, jak i suchym podłożu. Mokre skały podczas podejścia na Siwy Wierch nie stanowiły problemu i cały czas przyczepność była na wzorowym poziomie. Pokonał mnie tylko mokry pień drzewa, którego totalnie nie spodziewałem się na trasie, ale to głównie przez moją nieuwagę oraz „zapchanie” się bieżnika kleistym błotem. O tym jednak będzie nieco więcej w dalszej części artykułu. Niemniej jednak podeszwa wydaje się solidna i w dłuższej perspektywie czasowej na pewno podzielę się w Wami opinia na temat jej trwałości. Jak na razie ostre skały i kamienie nie zrobiły na podeszwie jakiegokolwiek wrażenia.
  • waga: moje stare wysłużone Aku, to jakieś 525 g na nogach, a Mammuty 440 g. Wchodząc w buta, który waży 350 g szybko dotarło do mnie, że górskie wędrówki mogą sprawiać mi jeszcze większą przyjemność. Czytając to, pewnie myślicie, że zdziwiam, bo przecież to bardzo małe różnice. Uwierzcie jednak na słowo, w górach każde 100 g mniej do dźwigania jest na wagę złota. Szczególnie, jeśli mówimy o gramach zawieszonych na dolnych kończynach. Kończąc wypady w Tatry w końcu nie czułem przeogromnej ulgi ściągając buty, ale jakby nigdy nic wsiadałem w do samochodu i zapominałem o stopach. Prawdopodobnie jest to zasługą strefy S-Path, dzięki której możliwe jest płynne przejście od piety do palców, co przekłada się na oszczędność energii podczas pokonywania trudności. Ogólne odczucie miałem takie, że wkładałem w pokonywanie trudności zdecydowanie mniej wysiłku niż dotychczas. Gdybym miał wskazać element, który w tych butach podoba mi się najbardziej to byłaby to właśnie technologia S-Path.
  • oddychalność: z membraną GORE-TEX® Extended Comfort miałem okazję się zapoznać już przy okazji modelu Mammut Alcansa i sprawuje się ona naprawdę bardzo należycie. Jest ultracienka, dlatego świetnie radzi sobie z oddychalnością i odprowadzaniem wilgoci. Oczywiście cały czas będąc nieprzemakalną. Zarówno podczas biegania, jak i letnich górski wypadów wewnątrz buta zachowany był u mnie optymalny mikroklimat i pot szybko odprowadzany był na zewnątrz. Kto chodzi trochę po górach, ten wie jak mokra skarpetka potrafi uprzykrzyć wędrowanie, nierzadko powodując bolesne obtarcia. Raz, podczas biegania złapał mnie deszcz. Buty napełniły się wodą, ale co ważne bardzo szybko tą wilgoć oddały. Według strony producenta membrana Gore-Tex® Extended Comfort charakteryzuje się około 25% większą oddychalność od klasycznego laminatu Gore-Tex®, więc zastosowanie jej do trailowego buta do speed hikingu na pewno ma sens. Oczywiście nie możemy zapomnieć o zastosowaniu dobrej jakości skarpetek, bo przy gorszych nawet i tak zaawansowana membrana nie pomoże.
  • stabilność: pomimo, że but jest bardzo lekki, w żadnym wypadku nie stracił na stabilności. Przyzwyczaiłem się już do niskich butów w górach, dlatego nie miałem też żadnych obaw o skręcenie kostki i od początku pewnie stawiałem w nich kroki. Salewy Dropline GTX dobrze równoważyły nierówności pojawiające się na trasie i trzymało wszystko tam, gdzie powinno. Dzięki wzmocnionej ochronie pięty oraz systemowi sznurowania 3F stabilizacja „na boki” działa wyśmienicie. Również podczas zbiegania po kamienistych stokach czułem się bezpiecznie i stopy dostawały odpowiednie „wsparcie”. Ponadto, zastosowany 6 mm drop wpływa dobrze na dynamikę buta, przez co finalnie dostajemy buta zwrotnego, lekkiego, a zarazem charakteryzującego się dobrą amortyzacją. Plusem też jest na pewno zastosowanie gumowego otoku na przodzie buta, dzięki czemu ewentualne uderzenia w kamienie będą mniej bolesne i sprawiają, że but zyskuje na solidności. Minimalizuje się też potencjalne przetarcia i otok ten usztywnia delikatnie całą konstrukcję buta.

Co można w nich poprawić? Jakie słabe punkty posiadają?

Nie ma butów idealnych, dlatego poniżej moja lista rzeczy, które nie obraziłbym się, gdyby zostały poprawione:

  • bieżnik: zastosowany w butach Salewy bieżnik ma agresywny profil i złego słowa nie mogę powiedzieć o jego przyczepności, czy „łapaniu” trakcji na trawie, leśnej ścieżce czy szutrowym podłożu. W takich warunkach działa bez zarzutu i krok jest pewny. Sprawa się komplikuje, jak przychodzi nam walka w błotnistym, grząskim terenie. Rozmieszczenie korków jest dość ciasne i powoduje to, że błoto zamiast wylatywać, zostaje pomiędzy nimi i powoduje ich zapychanie. Wpływa to oczywiście destrukcyjnie na przyczepność, o czym sam się przekonałem. Po pokonaniu błotnistego, mokrego odcinka podczas zejścia z Siwego Wierchu „nałapałem” błota pod podeszwę, wpadłem na sosnowy pień i niestabilne podłoże i zaliczyłem glebę.
  • cena: nie ma, co się oszukiwać, Dropline GTX do tanich nie należą. Co prawda wersja bez Gore-Tex® kosztuje 100 zł mniej, ale to cały czas spory wydatek. Patrząc na konkurencję, powiedziałbym, że pod względem cenowym plasują się raczej w górnej półce. Co jakiś czas pojawiają się w górskich sklepach ciekawe promocje, dlatego jeśli bylibyście nimi zainteresowani, to monitorujcie sprawę na bieżąco. Katalogowa cena wariantu z Gore-Tex®  to 799 zł, ale raz widziałem je nawet za 560 zł, dlatego bądźcie czujni.
  • sznurowadła: szczerze powiedziawszy pierwszy raz spotkałem się z tak cienkimi i wiotkimi sznurówkami w butach górskich. W wyniku tego, przynajmniej w moim przypadku dość łatwo się rozwiązują. Dam im jeszcze szansę, ale jeśli dalej tak będzie, to będę musiał pomyśleć o wymianie.

Subiektywna opinia i podsumowanie

Buty Salewa Dropline GTX z miejsca stał się moim ulubionym butem w dotychczas zgromadzonej przez mnie kolekcji. Zabieram je na bieganie w terenie, łatwe i przyjemne trasy w Beskidach, jak i poważniejsze wypady w Tatry Wysokie (zwiedziły ze mną m.in. Krywań). Widziały do tej pory błoto, ulewny deszcz, szuter, leśne ścieżki, ostre skały i mają się bardzo dobrze (będę Was informował, jeśli coś w tym aspekcie się zmieni).

Jest to but, który łączy ze sobą lekkość, zwinność i bardzo dobrą amortyzację. Komfort, miękkość i sprężystość podczas chodzenia czy biegania wyczuwalne są od pierwszego założenia. Na moje potrzeby wydają się idealne, dlatego na pewno będą towarzyszyć mi podczas kolejnych wypadów.

Tekst powstał we współpracy ze sklepem Skalnik


Jeśli uważasz, że będąc tu znalazłeś niezbędną wiedzę, inspirację do wyjazdu, praktyczne wskazówki czy odpowiedź na nurtujące Cię pytanie, to będę niezwykle wdzięczny za symboliczny napiwek wrzucony do blogowej skarbonki. Dziękuje!

Related posts

JAKA BIELIZNA TERMOAKTYWNA W GÓRY?

JAKIE SZLAKI W TATRACH NA DESZCZOWE DNI? 10 CIEKAWYCH TRAS

SIMOND HYBRID SPRINT – RECENZJA

Ten blog wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej