Strona główna Góry GRAŃ ROHACZY: TRZY KOPY, HRUBA KOPA I BANÓWKA

GRAŃ ROHACZY: TRZY KOPY, HRUBA KOPA I BANÓWKA

by Kamil | ONE STEP FORWARD

Po bardzo ciekawej i emocjonującej wycieczce na Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy nie zwlekaliśmy długo i już na następny dzień ruszyliśmy z kontynuacją przepięknej grani Rohaczy. Kolejne szczyty należące do Orlej Perci Tatr Zachodnich czekały na eksplorację. I muszę Wam przyznać, że zasługują na to miano. Trzy Kopy, Hruba Kopa i Banówka – polecam!


Trasa i profil wysokości

Trzy Kopy i Banówka – dojazd i parking

Podobnie jak w przypadku wycieczki na Rohacze samochód zostawiamy na rozległym parkingu przy kompleksie narciarskim „Rohace – Spalena”. Całodniowy koszt parkingu to 3€ (tym razem nie obyło się bez opłaty).

W kierunku Tatliakovej Chaty (Ťatliakova chata)

Naszą wycieczkę zaczynamy oczywiście spod parkingu pod Spaloną (Parkovisko pod Spálenou). Odcinek od prakingu do Tatliakovej Chaty znacie już pewnie bardzo dobrze, dlatego nie będę się o nim rozpisywał tutaj. Jeśli przegapiliście wpis, w którym go opisywałem, to polecam zajrzeć poniżej:  

Na Smutną Przełęcz przez Smutną Dolinę

Po zjedzeniu śniadania ruszamy spod Bufetu Rohackiego za zielono – niebieskim oznaczeniami. Niedaleko obelisku upamiętniającego Jana Tatliaka znajduje się tabliczka z napisem „Smutna Dolina” i to właśnie w jej stronę podążamy. Szlak jest przyjemny, prowadzi kamienna ścieżką i cały czas schowany jest jeszcze w cieniu. Dzień powoli budzi się do życia, a my do krok spoglądamy na oświetlone sylwetki Rohacza Ostrego oraz Rohacza Płaczliwego, które wyglądają stąd na surowe i mało dostępne. W dole natomiast, pośród drzew szkli się Ťatliakove pleso (Czarna Młaka).

Po około 30 minutach dochodzimy do skrzyżowania szlaków – Rázcestie v Smutnej doliné (1527 m n.p.m.). W tym miejscu szlak zielony odłącza się od niebieskiego i odchodzi w kierunku Rohackich Stawów. My oczywiście pozostajemy przy niebieskim oznaczeniu i pniemy się w górę surowym otoczeniem Doliny Smutnej (Smutná dolina). W końcu doganiają nas promienie słońca. Szlak prowadzi rumowiskiem skalnym, wzdłuż północnych ścian Rohacza Ostrego i Rohacza Płaczliwego. Podejście nie jest zbyt forsowne, pod koniec trawersujemy zbocze wyniosłych Trzech Kop i po nieco ponad godzinie meldujemy się na siodle Smutnej Przełęczy.

Smutna Przełęcz (Smutné sedlo)

Smutna Przełęcz po raz drugi! To bardzo dobre miejsce na kolejna przerwę, ponieważ widoki wręcz do tego zachęcają. Przełęcz ta wznosi się na wysokość 1962 m n.p.m. i zlokalizowana jest pomiędzy Przednią Kopa (2136 m n.p.m.), a Rohaczem Płaczliwym (2125 m n.p.m.). Znajduje się tu skrzyżowanie szlaków, które daje nam kilka możliwości na dalszą wędrówkę. Szlakiem niebieskim możemy udać się do Żarskiej Chaty (Žiarska chata), albo czerwonym na Rohacze. Trzecią opcją jest szlak czerwony prowadzący na zachód, w stronę Trzech Kop, Hrubej Kopy i Banówki, z której zamierzamy skorzystać.

Panoramy ze Smutnej Przełęczy

Jak już wspomniałem o pięknych widokach, to pasowałoby powiedzieć, co nieco o szczytach i dolinach, które możemy stąd podziwiać. Najbardziej, co rzuca się w oczy, to różnica pomiędzy południem, a północą. Północny, surowy klimat Doliny Smutnej przeciwstawia się trawistej Dolinie Żarskiej (Žiarska dolina), której wtóruje masywna sylwetka Barańca (2184 m n.p.m.). Daleko na południu dostrzec też możemy Kotlinę Liptowską wraz ze szczytami wchodzącymi w skład Niżnych Tatr. Wschód to oczywiście strome urwiska Rohaczy oraz potężny masyw Wołowca (2064 m n.p.m.). Na zachodzie natomiast wznoszą się Smutne Turniczki (1963 m n.p.m.) oraz Skrajna / Przednia Kopa – pierwszy wierzchołek Trzech Kop, na który będziemy zaraz maszerować.  

Trzy Kopy – czyli Przednia, Drobna i Szeroka Kopa

Początkowe podejście na Smutne Turniczki jest intensywne, strome i od razu przychodzi nam wspinać się po skałach. Czasami przydają się ręce. Zostawiamy za sobą Smutną Przełęcz, szlak łagodnieje, a my szybko osiągamy wierzchołek Przedniej Kopy (Prvá kopa). Czasami nazywana jest również Skrajna Kopą. Z jej szczytu podziwiamy dalszy przebieg szlaku z Hrubą Kopą na czele, Rohackie Stawy oraz Wołowca i słynne Rohacze. Do tego momentu było prosto. Teraz czeka na nas Drobna i Szeroka Kopa, które są już dużo bardziej wymagające. Czasami miałem nawet uczucie, że w niektórych miejscach czerwony szlak, którym wędrujemy jest trudniejszy od tego, co spotkało nas na Rohaczach dzień wcześniej. Zdecydowanie przyda się tutaj bycie uważnym, skupionym na każdym kroku oraz odpornym na ekspozycję.

Przy zejściu z Przedniej Kopy (po około 5 minutach) naszym oczom ukazuje się prawie pionowa formacja skalna, która została ubezpieczona serią łańcuchów. Z tej perspektywy wygląda trochę strasznie, jednak skała okazuje się dobrze urzeźbiona i wspinaczka jest bezproblemowa. Odpoczynku nie ma za grosz. Zaraz po przejściu tego fragmentu musimy zmierzyć się z kominkiem, który będziemy pokonywać w dół. Jest to ciekawe miejsce, ponieważ pomimo rozwieszonego tu łańcucha trzeba trochę pogłówkować nad stawianiem kolejnych kroków. Po chwili jesteśmy na wąskiej przełączce rozdzielającej wierzchołki Trzech Kop. Łapiemy kilka głębokich oddechów i dalej do góry! Tym razem ponownie po niemalże pionowej ścianie (ten odcinek podobał mi się najbardziej podczas przejścia Trzech Kop). Czerwony szlak wiedzie tutaj zakosami, kilkukrotnie zmieniając kierunek wspinaczki. Punktualnie o 10:00 meldujemy się na Drobnej Kopie (Druhá kopa). Dłuższy odpoczynek planujemy jednak na ostatniej z trio – Szerokiej Kopie.

Zejście z Drobnej Kopy nie jest już tak „techniczne”, jak z Przedniej. Początkowo wędrujemy skalnym gruzowiskiem, później przez stabilne i dobrze urzeźbione płyty. Przy ich przejściu znowu pomaga nam tatrzańska biżuteria w postaci łańcuchów. W międzyczasie spoglądamy też na dalszy przebieg szlaku. Z przełęczki pod Szeroką Kopa szlak prowadzi nas południowym, łagodniejszym zboczem, aby na sam koniec ponownie wyprowadzić nas na grań. I tak właśnie dostajemy się na ostatni wierzchołek Trzech Kop –  Szeroką Kopę (Tretia kopa).

Panoramy z Szerokiej Kopy (Tretia kopa)

Czas na przerwę i kolejną dawkę cudownych panoram! Z Szerokiej Kopy widać jak na dłoni nasz kolejny cel tj. Hrubą Kopę (2166 m n.p.m.) oraz pokonane dwa poprzednie wierzchołki wchodzące w skład Trzech Kop – Drobną i Przednią Kopę. Dalej mamy Rohackie Stawy, Grzesia, Rakonia i Wołowiec oraz nieco zasłonięte wierzchołki Rohacza Ostrego i Rohacza Płaczliwego. Najdalej na horyzoncie rysują się Tatry Wysokie, które delikatnie przykryte zostały warstwą chmur.

Kolejny cel – Hruba Kopa

Podejście na Hrubą Kopę według mapy ma zająć nam mniej więcej 15 minut. Ścieżka jest łatwa, przyjemna i zgoła odmienna od tego, co spotkało nas podczas przejścia przez Trzy Kopy. Szybko dostajemy się na płytką przełęcz (Hrubą Przehybę), oddzielającą Hrubą Kopę od Szerokiej Kopy. Kopuła szczytowa zbliża się z każdym krokiem i jeszcze przed godziną 11 meldujemy się na topie.   

Hruba Kopa (Hrubá kopa) wznosi się na wysokość 2166 m n.p.m. i często bywa nazywana Basztą. Jej szczyt jest bardzo rozległy i masywny, a na jego wierzchołku znajduje się twór udający krzyż. Trzon zrobiony jest z starej, wysłużonej, drewnianej narty, natomiast ramiona stanowią dwa narciarskie kije. Widoki są bardzo podobne do tych, które mieliśmy okazję podziwiać z Trzech Kop, dlatego nie będę w tym miejscu się nad nimi rozwodził. Jedno jest pewne – są wyśmienite!

Eksponowaną granią w kierunku Banówki

Z Hrubej Kopy (2166 m n.p.m.) schodzimy na Przełęcz nad Zawratami (2050 m n.p.m.). Z siodła przełęczy dobrze widać charakterystyczną Igłę w Banówce (Baníkowská Ihla), którą szlak turystyczny omija po południowej stronie. Na pierwszy ogień przychodzi nam lekko przetrawersować w dół pierwszą z turniczek, która została obita łańcuchami. Następnie przechodzimy obok wspomnianej wyżej Igły i zaczynamy wspinaczkę na skalną czubę, która miejscami jest nieco stroma i zdradliwa. Rozglądamy się – za sobą zostawiliśmy już masywną Hrubą Kopę, natomiast przed nami prawdziwa uczta – piękny i eksponowany odcinek graniowy, które będzie ciągnął się już aż do Banówki!

Od tego momentu bardziej przydadzą się nam kończyny górne, które na pewno warto kilkukrotnie zaangażować przy pokonywaniu trudności. Grań wygląda bardzo okazale, to na pewno będzie emocjonujące kilkadziesiąt minut! Z jednej strony lufa, z drugiej jeszcze większa (mowa tu o stronie północnej, która obrywa się naprawdę stromymi urwiskami). Powoli zaczynam rozumieć też stwierdzenie „Orla Perć Tatr Zachodnich”, które na tym odcinku ma sens. Po drodze na szczyt pokonujemy m.in. kilka ubezpieczonych i nieubezpieczonych kominków, strome skalne płyty oraz eksponowane trawersy, które skutecznie podnoszą ciśnienie i adrenalinę. W końcu jednak, po nieco ponad godzinie od Hrubej Kopy meldujemy się na szczycie Banówki!

Banówka (Banikov) – na szczycie

Banówka wznosi się na wysokość 2178 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem w Głównej Grani Tatr Zachodnich. Jest też najwyższym wierzchołkiem podczas naszego dzisiejszego wypadu. Zajmuje jednak czwarte miejsce, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie szczyty Tatr Zachodnich. Wyprzedza ją Bystra (2248 m n.p.m.), Raczkowa Czuba (2194 m n.p.m.) oraz Baraniec (2184 m n.p.m.).

Na Banikovie zarządzamy dłuższą przerwę, ponieważ naprawdę się ona nam należała. Dzisiejsza pogoda wylewała z nas ósme poty, a trudności techniczne po drodze skutecznie to potęgowały. Będąc jednak na upragnionym szczycie, bardzo szybko zapomina się o wszelkich niedogodnościach, pokonanym przewyższeniu i włożonym w to, ogromnym wysiłku. Wystarczy tylko spojrzeć na te piękne, dookólne widoki i od razu życie staje się piękniejsze.

Odcinek: Przełęcz nad Zawratami – Banówka – trudności

Z perspektywy czasu mogę szczerze i bez żadnego owijania w bawełnę powiedzieć Wam, że osobiście uważam odcinek grani prowadzącej na Banikov za najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny w całych Tatrach Zachodnich. Nawet podejście na Rohacza Ostrego, pokonywanie Rohackiego Konia, zejście z Przedniej Kopy nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak ten fragment. Podobnie było też z późniejszą wycieczką na Pachoła, Spaloną, Salatyny i Brestową.

Co sprawiło, że tak sądzę? Przede wszystkim naprawdę spora ekspozycja na znacznym odcinku. W kilku miejscach miałem nieodparte wrażenie, że jeden fałszywy ruch, jeden źle postawiony krok i może być bardzo nieprzyjemnie. Szczególnie upadek na stronę północną (do Doliny Spalonej) mógłby wyglądać spektakularnie – do pokonania w końcu kilkaset metrów przepaścistej, skalnej ściany. Ponadto, w kilku miejscach pokonywanie trudności odbywa się bez obecności łańcucha. Niektórym to pewnie odpowiada, ale większość osób na pewno czuje się pewniej, jeśli może złapać się czegoś m.in. przy pokonywaniu eksponowanego trawersu.

Jeśli jednak bardzo chcecie wybrać się na trasę Trzy Kopy – Hruba Kopa – Banówka, a obawiacie się trochę tego, co może Was tu spotkać i czy dacie radę, to mam dobra wiadomość. Najcięższe i najbardziej eksponowane fragmenty da obejść się ścieżkami, które nie prowadzą ściśle granią. Nie żebym ten pomysł pochwalał, ale przecież nie każdy rodzi się tatrzańskim orłem i jest w stanie zaakceptować większe ryzyko. Poza tym zdrowie i życie ważniejsze, dlatego w pełni rozumiem wybór, co po niektórych turystów.

Zejście na Banikowską Przełęcz

Na szczycie odpoczywaliśmy dobre 40 minut. Nic nas nie goniło, czas mieliśmy niezły i w porównaniu do dnia poprzedniego nie zapowiadało się na to, aby miało lunąć deszczem. Spokojnie zeszliśmy sobie na Banikowską Przełęcz (Baníkovské sedlo), która oddziela Banówkę (2178 m n.p.m.) od Pachoła (2167 m n.p.m.). Tylko w jednym miejscu konieczne było przyasekurowanie się rękoma, aby móc bezpiecznie pokonać stromą ścianę. Siodło przełęczy zlokalizowane jest na wysokości 2040 m n.p.m., a stoki opadają zarówno do Doliny Spalonej, jak i do Doliny Parzychwost.

Z Banikowskiej Przełęczy możemy kontynuować wycieczkę czerwonym szlakiem turystycznym przez Pachoła, Spaloną, Salatyny, Brestową, natomiast my uciekamy w dół żółto – niebieskim szlakiem do Doliny Rohackiej.

Pod Hrubą Kopą i Adamcula

Początkowo schodzimy kamienistym zboczem Pachoła, które jest sypkie, dlatego bardzo przydają się tu kijki trekkingowe. Odciążają trochę nasze kolana i ograniczają możliwość niepożądanego poślizgnięcia się. Po około 25 minutach wchodzimy już w skalne gruzowisko, pośród którego udaje nam się nawet raz zgubić szlak. W miarę szybko udaje się nam na niego wrócić, a chwile po tym widzimy już z daleka drogowskaz, przy którym znajduje się skrzyżowanie szlaków pod Hrubą Kopą (Rázcestie pod Hrubou kopou). Zielony szlak odchodzi w tym miejscu w kierunku Rohackich Stawów.

My schodzimy jednak szlakiem żółtym, który po 10 minutach łączy się z niebieskim przy rozdrożu pod Przednim Zielonym Stawem (Rázcestie pod Predným Zeleným). Tym razem niebieską odnogą możemy się dostać w okolice Wyżniego Rohackiego Stawu, jednak nam „zrobione” już dzisiaj kilometry w zupełności wystarczą. Za niebiesko – żółtym oznaczeniem podążamy w kierunku Adamculi. Ten etap niestaty był najmniej przyjemny ze wszystkich. Droga prowadzi przez las, jest stroma, niewygodna i całkowicie pozbawiona widoków. Po drodze mijamy jeszcze Niżni Rohacki Wodospad (Nižný Roháčsky vodopád), aż w końcu meldujemy się na Adamculi (1189 m n.p.m.).

Teraz już tylko pozostał nam monotonny asfalt w stronę parkingu pod Spaloną (1030 m n.p.m.) i powrót samochodem do Krakowa.

Ciekawostki i informacje praktyczne

  • jadąc w Tatry na Słowację pamiętajcie o ubezpieczeniu, ponieważ akcje ratownicze są tutaj płatne. My ubezpieczenie zakupiliśmy w Union przez stronę internetową: https://www.union.sk
  • wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowowego (Tatranský národný park, TANAP) jest bezpłatny
  • koszt parkingu pod Spaloną (Rohace – Spalena) to 3 EUR za cały dzień
  • Józef Nyka, autor licznych przewodników turystycznych zalicza do kompleksu Trzech Kop również Hrubą Kopę
  • Polska nazwa „Banówka” (słow. Banovka) pochodzi od słowa bania, oznaczającego dawniej kopalnię
  • W przeszłości u podnóża Banówki poszukiwano rud żelaza

Podsumowanie

Wycieczka przez Trzy Kopy, Hrubą Kopę i Banówkę to chyba najciekawsza trasa, jaką miałem okazję pokonywać będąc w Tatrach Zachodnich. W relacji z Rohaczy wspomniałem Wam, że dzisiejszy odcinek uważam subiektywnie za bardziej wymagający od tego, co spotkało nas m.in. na Rohackim Koniu. Po upływie ponad miesiąca osądu nie zmieniam – Banikov rządzi!

Trasa zdecydowanie ma swój charakter. Duża ilość sztucznych ułatwień, przepaściste odcinki graniowe, techniczne fragmenty i naprawdę spora ekspozycja sprawiają, że aż chce się tu wracać. Kolejny fragment Orlej Perci Tatr Zachodnich zaskoczył mnie zdecydowanie na plus i gorąco polecam Wam tą niebanalną trasę!


Jeśli wpis Ci się spodobał to zostaw komentarz, polajkuj lub udostępnij – nie krępuj się! Jeżeli chcecie natomiast być na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach – zostawcie koniecznie swój adres e-mail!

Zachęcam Was do odwiedzania profilów na Facebooku, Instagramie i Twitterze, a także do powracania jak najczęściej na stronę www.onestepforward.pl

Z górskimi pozdrowieniami!

Kamil | ONE STEP FORWARD

MOŻESZ ZAJRZEĆ RÓWNIEŻ TUTAJ

Ten blog wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Akceptuję Dowiedz się więcej

POLITYKA PRYWATNOŚCI & COOKIES
%d bloggers like this: