Strona główna Góry GRANATY: OD SKRAJNEGO DO ZADNIEGO – OPIS SZLAKU

GRANATY: OD SKRAJNEGO DO ZADNIEGO – OPIS SZLAKU

by Kamil | ONE STEP FORWARD

W poprzednim miesiącu mieliście okazję poczytać trochę o Czarnym Stawie Gąsienicowym. Mam nadzieję, że wycieczka przypadła Wam do gustu i będąc w Tatrach nie przegapicie tego miejsca przy okazji odwiedzin Hali Gąsienicowej. Wspominałem też wtedy, że tajemnicza siła pchała nas ku górze i szeptała, że Czarny Staw to nie wszystko, na co nas dzisiaj stać. Mieliśmy kilka opcji do wyboru. Może Kościelec, może Zawrat? Od dawna zafascynowany byłem Orlą Percią, dlatego ostatecznie wybór padł na najłatwiejszy jej fragment – Granaty.


Trasa i profil wysokości

Jaki wariant podejścia na Granaty polecam?

Plan przewidywał wejście żółtym szlakiem przez zbocza Żółtej Turni (2087 m n.p.m.) na najniższy Skrajny Granat (2225 m n.p.m.) i kontynuację wycieczki szlakiem czerwonym prowadzącym na Pośredni (2234 m n.p.m.) i Zadni Granat (2240 m n.p.m.) – jest to właśnie fragment legendarnej Orlej Perci. Z doświadczenia polecam właśnie ten wariant do podejścia, ponieważ szlak zejściowy (zielony) prowadzący z Zadniego Granatu przez Kozią Dolinkę jest zdecydowanie mniej problematyczny i mniej obiciążający nasze stawy kolanowe.

Podejście na Skrajny Granat – odejście przy Czarnym Stawie Gąsienicowym

Przy rozwidleniu szlaków nad Czarny Stawem Gąsienicowym kierujemy się w lewo i dalej maszerujemy niebieskim szlakiem. Idziemy przyjemną ścieżką wzdłuż stawu, przechodzimy po kamiennych stopniach przez wodę i z daleka dostrzegamy już kolejny drogowskaz. Wskazuje on, że jeśli chcemy dostać się na Orlą Perć, to musimy zmienić kolor szlaku na żółty. Żółto znakowana trasa zaprowadzi nas prosto na Skrajny Granat, który z tej perspektywy wydaje się być tym najwyższym.

Początkowe podejście na Skrajny Granat

Prosto jednak od tego miejsca nie jest. Aby dostać się na pierwszy z Granatów pokonać musimy ponad 600 m przewyższenia na odcinku 1,5 kilometra. Tętno wyraźne przyspiesza, a my ostro pniemy się po stromych, kamiennych stopniach. Następnie trawersujemy stoki Żółtej Turni (tej charakterystycznej piramidy, którą możemy podziwiać z Hali Gąsienicowej). Chowamy kijki trekkingowe do plecaka, ponieważ szlak zaczyna nabierać wysokogórskiego charakteru – wędrujemy teraz pośród skał i często podczas pokonywania trudności przydaje się siła i sprawność kończyn górnych. Nie jest to jednak szczególnie skomplikowane.

Gruzowisko i pierwsze łańcuchy

Po pokonaniu skalnego i nieco uciążliwego odcinka wchodzimy na gruzowisko, a żółty szlak skręca w prawo. Tutaj też rozpięte są pierwsze łańcuchy, które mają ułatwić nam pokonanie dość pokaźnej grzędy skalnej. Niestety prognoza pogody była nieomylna i w tym momencie zaczyna padać deszcz. Całą okolice przykrywają chmury, a my będziemy mieli utrudnione zadanie przy pokonywaniu kolejnych trudności na trasie. Szlak pnie się ku górze licznymi zakosami, jest stromo, a my wspinamy się cały czas po wielkich głazach. Przechodzimy też kilka razy po skalnych rumowiskach, na których trzeba zachować szczególną ostrożność, bo polecieć jest tutaj gdzie (spora ekspozycja).

Wejście na grań – Skrajny Granat 

Dochodzimy do miejsca gdzie żółty szlak łączy się z czerwonym. My odbijamy w prawo na Skrajny Granat, ale istnieje możliwość skręcenia w dół na Przełęcz Krzyżne. Musimy jednak pamiętać, że jest to dużo bardziej wymagający fragment Orlej Perci – zdecydowanie niepolecany dla początkujących Tatromaniaków. Szlak jest ponadto długi, mocno eksponowany, a przede wszystkim pozbawiony możliwości wcześniejszego zejścia.

Po około 2 godzinach od ostatniego rozwidlenia osiągamy szczyt Skrajnego Granatu (2225 m n.p.m.). Podobno zachwyca on widokami na Dolinę Gąsienicową, Dolinę Pięciu Stawów Polskich oraz Dolinę Pańszczycy. Nam nie było nawet dane dostrzec wśród chmur i zacinającego deszczu kolejnego szczytu, którym jest Pośredni Granat (w normalnych warunkach jest on prawie na wyciągnięcie ręki).

Niebezpieczny Żleb Drege’a – śmiertelna pułapka

Robimy pamiątkowe zdjęcia z morzem chmur i schodzimy w kierunku Skrajnej Sieczkowej Przełączki (2200 m n.p.m.). W tej mgle musimy być mocno skupieni, aby nie pobłądzić. W pamięci pozostaje mrożący krew w żyłach Żleb Drege’a, który opada właśnie ze Skrajnej Przełączki w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ponura sława żlebu związana jest z wieloma śmiertelnymi wypadkami, które miały tutaj miejsce. Turyści, którzy pogubią szlak i wejdą w ten żleb mogą się znaleźć w śmiertelnej pułapce. A to, dlatego że Żleb Drege’a w górnej części jest szeroki i łagodny – wydaje się jakby chciał zaprosić turystów do zejścia jego trawiastym zboczem. Niestety nic bardziej mylnego, ponieważ w części dolnej kończy się około 180 – metrowym, pionowym kominem. Będąc w tym miejscu bez specjalistycznego sprzętu wspinaczkowego jesteśmy w sytuacji bez wyjścia – niemożliwy jest powrót do góry, a tym bardziej pokonanie arcytrudnej, pionowej formacji skalnej.

Słynna szczelina na Orlej Perci

Dość już jednak strasznych opowieści. W rejonie Skrajnej Sieczkowej Przełączki czeka na nas kolejna atrakcja – słynna szczelina pomiędzy Skrajnym, a Pośrednim Granatem. Ileż ja się o niej naczytałem wcześniej w internecie … Cieszę się, że w końcu mogę skonfrontować internetowe opowiadania z rzeczywistością. Zanim opisze samo przejście przez szczelinę – ważna informacja dla tych bardziej zlęknionych! W miejscu poniżej przepaści (z którego wychodzą najlepsze zdjęcia podczas przekraczania tejże przeszkody) znajduje się mocno wydeptany szlak, którym można bezproblemowo obejść słynna rozpadlinę. Z tego też wariantu skorzystała nasza przyjaciółka Magda. Wracając do meritum – jak było na tej słynnej szczelinie? W mojej opinii wystarczy postawić delikatnie większy krok (szczelina ma rozpiętość około 1 m). Dodatkowo, na druga stronę pomaga nam się przedostać rozwieszony w tym miejscu łańcuch. Cała nasza trójka, która tą szczelinę pokonywała nie miała jakichkolwiek problemów przy jej przejściu. Także nie taki diabeł straszny, jak go na forach internetowych malują ?

Najcięższy fragment – podejście na Pośredni Granat

W dalszej części szlaku mocniej przydadzą nam się ręce. W drodze na Pośredni Granat jest kilka miejsc, w których musimy się podciągnąć, podtrzymać i sprawnie pokonać strome przeszkody. Po prostu trzeba robić swoje i nie pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji, bo może to okazać się opłakane w skutkach. Szczególną rozwagę musimy zachować w takich warunkach, w jakich nam przyszło wędrować po grani Orlej Perci. Deszcz nie ustawał i raz nawet zagrzmiało nad naszymi głowami. Skały były mega mokre i śliskie. Patrząc z perspektywy czasu, ten fragment trasy był chyba najcięższy – głównie ze względu dużą eskpozycję i kilka problematycznych, które musieliśmy pokonać bez pomocy sztucznych ułatwień.

Na szczycie – Pośredni Granat

W końcu docieramy na Pośredni Granat (2234 m n.p.m.), będący środkowym wierzchołkiem całego masywu Granatów. Od Skrajnego oddziela go pokonana już Skrajna Sieczkowa Przełączka, natomiast od Zadniego – Pośrednia Sieczkowa Przełączka (2218 m n.p.m.). Spod Pośredniego Granatu opada w stronę Doliny Gąsienicowej mniej znany od Żlebu Drege’a – Żleb Staniszewskiego.

To już ostatni – Zadni Granat

Zła pogoda nie odpuszcza, dlatego ruszamy szybko w stronę ostatniego wierzchołka. Droga z Pośredniego na Zadni Granat nie nastręcza większych problemów, chociaż w jednym miejscu musieliśmy mocniej popracować rękoma przy asekuracji. Chodzi mi mianowicie o miejsce, w którym szlak odbija w lewo na ścieżkę prowadzącą stromym, trawiastym zboczem. Do pokonania jest skalny próg, który z góry wygląda następująco:

Na Zadnim Granacie (2240 m n.p.m.) meldujemy się po około 25 minutach od wejścia na Skrajny Granat. Jest to najwyższy z granackich wierzchołków. Na południu Zadni Granat graniczy z Czarnymi Ścianami, oddzielonymi Zadnią Sieczkową Przełączką (2194 m n.p.m.). Będąc na szczycie staramy się dojrzeć trasę, którą jak dotąd pokonaliśmy. Coś tam na chwilkę się przejaśniło, ale momentalnie nadeszła nowa warstwa chmur. Postanowiliśmy niezwłocznie schodzić w dół.

Kontunuacja Orlej Perci?

Po delikatnym obniżeniu się mamy możliwość kontynuacji wycieczki szlakiem czerwonym, który zaprowadzi nas na masyw Koziego Wierchu. Z Koziego możemy dość łatwo zejść szlakiem czarnym do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Musimy jednak pamiętać, że ten fragment to dalej część Orlej Perci, która uważana jest za najtrudniejszy turystyczny szlak w Polsce. Chociaż prawdę mówiąc, fragment ten jest łatwiejszy i bardziej dostępny niż wariant Zawrat – Kozi Wierch i Skrajny Granat – Krzyżne, które są bardziej eksponowane i wymagają zdecydowanie większego wysiłku. Nam pokonany dzisiaj odcinek „Orlej” zdecydowanie wystarczy, dlatego kierujemy się zielonym szlakiem w stronę Koziej Dolinki i Zmarzłego Stawu.

Zejście do Koziej Dolinki – zielony szlak

Zielony szlak nie sprawia nam większych trudności, chociaż dają się już we znaki oznaki zmęczenia. Podejście na Skrajny Granat i beznadziejna pogoda na grani delikatnie nas sponiewierały. W spokojnym zejściu przeszkadzają też trochę luźne kamienie, które powodują, że łatwo tutaj o poślizgnięcie (niezmiennie jednak twierdzę, że i tak jest łatwiejsze niż żółty szlak prowadzący na Skrajny Granat). Na nasze szczęście przestaje padać, a nawet odsłaniają się widoki na dzisiejszą zdobycz w postaci Granatów oraz całe otoczenie Doliny Gąsienicowej. Rewelacyjnie z tego miejsca prezentują się czarne, północne ściany Koziego Wierchu (2291 m n.p.m.) oraz potężny masyw Świnicy (2301 m n.p.m.), która jest najwyższym szczytem w tej okolicy. Teren łagodnie opada, ekspozycja maleje, a my docieramy do skrzyżowania szlaków przy Koziej Dolince (1940 m n.p.m.). Tutaj też zarządzamy dłuższy odpoczynek, gdyż niedobór węglowodanów daje o sobie znać. Poza tym, chyba na dobre zaczęło się przejaśniać – szkoda, że teraz jak jesteśmy już na dole.

W Koziej Dolince – rzut oka za Żleb Kulczyńskiego

Kozia Dolinka, która stała się naszym miejscem biwakowym na kolejne 30 minut leży pomiędzy ścianami Koziego Wierchu, Czarnymi Ścianami oraz dobrze nam znanym Zadnim Granatem. Znajduje się tu drogowskaz, który jest w stanie nas zaprowadzić nas na Żleb Kulczyńskiego. Żlebem poprowadzono czarny szlak turystyczny, który kończy się na grani Orlej Perci w okolicach Koziego Wierchu (dokładnie na Przełączce nad Buczynową Dolinką, która wnosi się na wysokości 2225 m n.p.m). Bardzo charakterystycznym elementem na trasie jest potężna, dobrze widoczna z Koziej Dolinki Rysa Zaruskiego, do której podstawy sięga czarny szlak. Żleb Kulczyńskiego zostawiamy sobie jednak na ostateczne przetarcie przed przejściem Orlej Perci. A to, dlatego że jest on jednym z najbardziej wymagających w całych Tatrach. Spotykamy się tam z ogromną ekspozycją, bardzo często skały są śliskie ze względu na płynącą tamtędy strugę wody, a sama wspinaczka wymaga sporej sprawności fizycznej. Spokojnie – Żleb Kulczyńskiego nie ucieknie, na niego też przyjdzie czas ?

Kolejny przystanek – Zmarzły Staw

Po obfitym posiłku ruszamy dalej w dół. Kolejnym przystankiem będzie Zmarzły Staw (1788 m n.p.m), który znajduje się w kotle pod ścianą Małego Koziego Wierchu (2228 m n.p.m.). Trasa chociaż łatwa i prowadząca przyjemnym terenem powodowała coraz to większe zmęczenie i ból kończyn dolnych. Z każdym krokiem stawanie na kamiennych stopniach wzmagało dyskomfort w trekkingowym bucie. Stopy nam normalnie odpadały! Nad stawem robimy kolejną już w tym dniu sesję zdjęciową, ale nie sposób zachować się w tym miejscu inaczej. Zdjęcia na pewno nie oddadzą tego klimatu, ale być może, chociaż trochę przybliżą Wam, czego możecie się tutaj spodziewać.

Zejście nad Czarny Staw Gąsienicowy

Teraz pozostaje nam niebieskim szlakiem wrócić ponownie nad Czarny Staw Gąsienicowy. Nie zatrzymujemy się jednak nad nim, bo jak najszybciej zależy nam na dojściu do auta, które zostawiliśmy przy rondzie w Kuźnicach. Obchodzimy schronisko z lewej strony i ciśniemy ile fabryka dała w stronę Przełęczy pod Kopami. Tam po raz pierwszy chyba obgadaliśmy, co nas dzisiaj spotkało i jak poradziliśmy sobie z trudnościami, które pojawiły się na szlaku. Dla niektórych z nas było to pierwsze zetknięcie się z tak dużą ekspozycją w górach. Wszyscy oprócz mnie pobili też wysokościowy rekord w swojej karierze – 2240 m n.p.m. to już nie przelewki.

Nocleg w Dolinie Roztoki

Po około 12 godzinach wędrówki docieramy na w pół żywi na parking. I wydawać by się mogło, że to na dzisiaj nie koniec, ale nic bardziej mylnego. Musimy dostać się jeszcze do Palenicy Białczańskiej, z której udamy się na nocleg w schronisku w Dolinie Roztoki. Ostatecznie w schronisku meldujemy się chwilę przed 21 i marzymy tylko o zimnym piwie, prysznicu i długim śnie. I wszystko się spełniło, oprócz tego ostatniego. O 5 zadzwonił budzik, który niewinnie zapraszał na Kozi Wierch … Czy udało się na niego wejść? O tym już za tydzień w kolejnym wpisie!

Granaty – panoramy

Podsumowanie

Granaty zaserwowały nam sporo wrażeń i piękne widoki (przynajmniej podczas zejścia do Koziej Dolinki). Było to nasze pierwsze zetknięcie się ze słynną Orlą Percią i naprawdę się nam podobało! Nabraliśmy podczas tej wycieczki niezbędnego doświadczenia i pewności w poruszaniu się w eksponowanym terenie na znaczącej jak na Tatry wysokości. Trasa ze Skrajnego do Zadniego Granatu idealnie nadaje się na zapoznanie ze specyfiką szlaku, jakim jest Orla Perć. Przejście tej trasy nie powinno Wam zająć więcej niż 30 minut. Ze swojej strony, jak najbardziej polecam!


Jeśli wpis Ci się spodobał to zostaw komentarz, polajkuj lub udostępnij – nie krępuj się! Jeżeli chcecie natomiast być na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach – zostawcie koniecznie swój adres e-mail!

Zachęcam Was do odwiedzania profilów na FacebookuInstagramie i Twitterze, a także do powracania jak najczęściej na stronę www.onestepforward.pl

MOŻESZ ZAJRZEĆ RÓWNIEŻ TUTAJ

Ten blog wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Akceptuję Dowiedz się więcej

POLITYKA PRYWATNOŚCI & COOKIES
%d bloggers like this: